← Muzea Watykańskie i Kaplica Sykstyńska guide

SĄD OSTATECZNY

Sąd Ostateczny – wyjaśnienie

Sąd Ostateczny Michała Anioła wypełnia ścianę ołtarzową Kaplicy Sykstyńskiej — Chrystus bez brody, męczennicy ukazujący swoje rany oraz skandal związany z nagością, który przetrwał artystę.

Check dates and availability ↗

Jedna ściana, trzydzieści lat po suficie

Stań w kaplicy i zwróć się w stronę ściany ołtarzowej: to osobne arcydzieło, namalowane przez starszego już Michała Anioła pokolenie po ukończeniu sklepienia. Pracował nad nim mniej więcej od 1535 do 1541 roku dla papieża Pawła III, a aby zrobić miejsce, zniszczył wcześniejsze freski na tej ścianie — w tym dzieło Perugina, niegdyś jego własnego mistrza — i poświęcił dwa własne lunety ze sklepienia. Efekt pokrywa cały koniec pomieszczenia jednym wrzącym polem, bez żadnej ramowej architektury, w przeciwieństwie do uporządkowanych kwater nad głową. O ile sklepienie opowiada o stworzeniu i obietnicy, o tyle to jest o końcu wszystkiego: o Sądzie Ostatecznym, o zmartwychwstaniu umarłych, o oddzielaniu zbawionych od potępionych. Przejście prosto z pogodnego sklepienia do tego widoku ma wstrząsnąć widzem.

Chrystus w centrum, a kompozycja bez podłogi

W samym centrum stoi Chrystus Sędzia, który wprawił współczesnych w osłupienie: bezbrody, młody i potężnie zbudowany, z uniesionym ramieniem w geście mogącym oznaczać błogosławieństwo lub potępienie, bliższy klasycznemu Apollinowi niż łagodnemu Zbawicielowi, którego się spodziewano. Dziewica odwraca się u jego boku, już nie wstawia się za grzesznikami — wyrok jest nieodwołalny. Wokół nich cała ludzka wspólnota fresku wiruje w wielkim ruchu obrotowym, bez linii ziemi i bez stabilnej góry czy dołu: błogosławieni są wciągani w górę po lewej stronie, potępieni ściągani w dół po prawej, a cała ściana podlega grawitacji duchowej, a nie fizycznej. Potrzeba chwili, by odnaleźć orientację — i właśnie o to chodzi. Pozwól oku podążać za kolistym prądem, a struktura się wyłoni.

Święci, którzy niosą narzędzia swojej męki

Tłoczą się wokół Chrystusa męczennicy, a wielu z nich trzyma narzędzia, którymi zadano im śmierć — ponura wizualna lista obecności. Święta Katarzyna ma swoje koło z kolcami, święty Wawrzyniec swoją kratę, święty Sebastian garść strzał. Najsłynniejszy jest święty Bartłomiej, obdarty żywcem ze skóry, trzymający własną, pustą skórę — a opadająca twarz na tej zwisającej skórze powszechnie uznawana jest za autoportret Michała Anioła, zaskakujący podpis ukryty w scenie Sądu Ostatecznego. Odczytanie tych atrybutów zamienia ścianę anonimowych nagich ciał w czytelną wspólnotę świętych, z których każdego rozpoznajemy po jego cierpieniu. Nagroda czeka tu raczej za powolne skanowanie niż za jeden rzut oka; wybierz jednego męczennika i jego emblemat, a tłum rozpada się na jednostki z historiami, zamiast pozostać bezkształtną plamą wysilonych ciał.

Powstający z martwych, potępieni i łódź Charona

Strefa dolna to miejsce, gdzie dramat osiąga największe natężenie. Wzdłuż lewej krawędzi szkielety i półuformowane ciała wydzierają się z ziemi, a wznosząc się, oblekają ciałem — dosłowne zmartwychwstanie umarłych. Po przeciwnej stronie, po prawej, potępieni są wciągani w dół, a Michał Anioł czerpie zarówno z Dantego, jak i z pogańskich mitów: Charon, przewoźnik klasycznego zaświatu, spycha skazanych wiosłem ze swojej łodzi, a Minos, opleciony wężami i o oślich uszach, przyjmuje ich w piekle. Ten Minos niesie ze sobą historię. Papieski mistrz ceremonii, Biagio da Cesena, narzekał, że fresk nadaje się raczej do karczmy; powszechnie uważa się, że Michał Anioł odpowiedział, malując twarz Biagia na Minosie — tak nisko na ścianie, że nigdy nie da się jej zetrzeć. Czy opowieść jest w pełni prawdziwa, czy nie, głowa ta jest portretem.

Skandal i człowiek, którego nazywano majstrem od spodni.

To, co dziś wydaje się niewinne, wówczas było skandalem, a spór przetrwał Michała Anioła. Gdy kontrreformacja przybierała na sile — a Sobór Trydencki właśnie w tych latach zaostrzał stanowisko wobec obrazów religijnych — rosła presja, by zakryć obnażone ciała na fresku. Po śmierci Michała Anioła w 1564 roku malarz Daniele da Volterra otrzymał zlecenie dodania draperii i przepasek najbardziej eksponowanym postaciom, zyskując tym samym prześmiewczy przydomek Il Braghettone, czyli „majtkarz". Późniejsi twórcy dorzucali kolejne poprawki. Dwudziestowieczni konserwatorzy usunęli część domalowań, ale inne pozostawili — częściowo dlatego, że przemalowania same stały się częścią historii ściany. To, co widzisz, jest zatem obrazem wynegocjowanym: wizją Michała Anioła, ocenzurowaną, częściowo odcenzurowaną, noszącą blizny wielowiekowego sporu o to, co sztuka może pokazywać w kaplicy.

Jak na to patrzeć w pokoju

Będziesz mieć ograniczony czas i tłum wokół siebie, więc miej plan. Jeśli zdołasz, znajdź miejsce na ławce wzdłuż bocznej ściany i zacznij nie od szczegółów, lecz od wielkiego kolistego ruchu — Chrystus w centrum, zbawieni wznoszący się po lewej, potępieni spadający po prawej. Potem przesuwaj wzrok na zewnątrz: trąbiący aniołowie u podstawy budzący umarłych, łódź i osłouchy sędzia w prawym dolnym rogu, obdarta skóra Bartłomieja pod stopami Chrystusa. Oprzyj się pokusie fotografowania — tu i tak jest to zabronione, a żadne zdjęcie z telefonu nie przetrwa słabego światła. Nagrodą za dwie niespieszne minuty jest to, że ściana przestaje być sławnym nazwiskiem, a staje się czytelna — jednym, wściekłym wywodem o śmiertelności, namalowanym przez mężczyznę po sześćdziesiątce, który najwyraźniej włożył w każdą jego postać całą swoją wiarę.

Check dates and availability ↗
Check dates and availability